Dieta matki karmiącej

Będąc w ciąży nie jedna z Was z pewnością kierowała podobne zapytanie do wujka G. Przecież kto będzie wiedział lepiej jak nie on? No chyba że nasze matki, babki i prababki… One przez to wszystko przechodziły, mają sprawdzone sposoby. Ale czy faktycznie ich szkoła jest dobra? Niestety według nich wiele produktów należy wykluczyć z żywienia podczas karmienia, bo kolki, bo bóle brzucha, bo inne dolegliwości. Tym samym nie wolno było jeść orzechów, kalafiora, brokuła, ponieważ powodowały wzdęcia u dzieci, truskawek i maku, bo drobinki przechodziły do mleka i maluch mógł się zachłysnąć. A także nie można było jeść papryki, z powodu uczulenia na skórze, już o czekoladzie i zawartym w nim kakao nie wspominając. Takich przykładów można mnożyć sporo. Wypadałoby po porodzie jeść tylko gotowane mięso z marchewką i ewentualnie gotowaną najchudszą część z kurczaka, czyli pierś. A na śniadanie i kolację chleb z wodą. I jak tu żyć i co zatem jeść?

Czym się różni dieta w ciąży a dieta matki karmiącej?

Chociaż spotkałam się z opinią, że w ciąży można sobie pofolgować, bo przecież po porodzie wszystko się zrzuci, bo obowiązuje dieta matki karmiącej i waga wróci do normy podczas karmienia. Jednak nie do końca jest to prawda. Owszem karmiąc małego człowieka własną piersią szybciej wracamy do formy, łożysko ładnie się goi i nasz organizm dostaje sygnał do naprawy naszego ciała od środka. Ale nadmiar kalorii odłoży się tam gdzie tego nie lubimy i samo karmienie nie pomoże.

W obu przypadkach (przed i po ciąży) pierwszą główną zasadą powinien być umiar. Oprócz tego powinnyśmy się kierować zdrowym rozsądkiem i nasze posiłki powinny być zdrowe, urozmaicone z warzywami i owocami, dobrymi olejami. Wpływa to nie tylko na nasze maleństwo, ale i na nasz organizm. Poza tym powinnyśmy pić dużo wody. Ale Ameryki tym nie odkryłam, każdy o tym wie, ale nie każdy stosuje. Dopiero kiedy dowiadujemy się o swoim błogosławionym stanie zastanawiamy się czy dobrze się odżywiamy.

Oprócz powyższych w  ciąży nie powinno się jeść surowego mięsa, jak tatar czy też niektórych serów pleśniowych, z powodu bakterii z rodzaju listeria. Po porodzie takich obostrzeń już nie ma, ale pojawiają się inne zakazy. Tylko czy są one uzasadnione?

Jak powstaje mleko matki?

Mleko matki nie tworzy się w przewodzie pokarmowym z tego co zjemy, tylko wytwarzane jest z naszej krwi. Dlatego dieta matki karmiącej to mit. Można jeść wszystko, ale z umiarem. Jestem tego żywym przykładem. To że zjemy fasolkę i będziemy po tym mieć wzdęcia, dziecko nie powinno mieć z tym problemu. Jedynie co może zmienić smak mleka to duża ilość czosnku i ostre przyprawy. Jeżeli w ciąży nie jedliśmy dobrze doprawionych dań ani nie gustowaliśmy w czosnkowych przysmakach, to nie zmieniajmy tego podczas karmienia. Dziecko to wyczuje i może mu się to mało spodobać.
Wychodzę z założenia, że w umiarze nic nikomu nie zaszkodziło. Dlatego nie przejmowałam się opiniami i „dobrymi radami” innych  jem wszystko na co mam ochotę. Nie zjadłam wszystkich rozumów, ale jak nie wiem co robić, to kieruję się intuicją. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.

Co wolno jeść podczas karmienia?

Po porodzie nie ograniczałam się z jedzeniem. Starałam się jeść zdrowo, systematycznie i nie jadłam smażonych i tłustych rzeczy. Pewnie, że od czasu do czasu sobie na nie pozwoliłam, tak jak na czekoladę i inne niezdrowe przekąski. Ale ograniczałam to, bo wiem, że to idzie w moje boczki 😉 Moja dieta z ciąży i po porodzie nie zmieniła się, można w niej znaleźć wszystkie warzywa i owoce jakie były w sezonie dostępne. Jadłam śliwki, fasolkę szparagową, kalafiora, orzechy, dużo cytrusów itp.

Wielkim zaskoczeniem była wigilia. Zaskoczeniem dla mojej mamy i babci. Nasz syn miał wtedy dwa tygodnie. Przyjechaliśmy do mojego rodzinnego domu. Nie odmówiłam żadnego dania, a wiecie co króluje na świątecznych stołach. Kapuśniak wigilijny, kapusta z grzybami, pierogi z grzybami, makowiec, orzechy, zupa rybna, kutia, sernik i inne smakołyki słodkie i słone. Nie opychałam się, wszystkiego spróbowałam po troszku, ale i tak wszystkiego było sporo, więc byłam najedzona. A nasz syn nic a nic. Jadł na żądanie kiedy chciał i przespał całą noc spokojnie. Tak mu zostało do dzisiaj 😉

Nasza dieta potem zostanie wystawiona podczas rozszerzania diety malucha… ale o tym napiszę następnym razem 😉

Dodaj komentarz