Czy to oznaka starości?

Człowiek jak jest młody ma dużo werwy, dużo sił i wszystkiego jest ciekaw. Chce być lepszy od innych, chce się pokazać wśród towarzystwa i czymś zabłysnąć. Pragnie być podziwiany i dąży do tego, aby ta sława trwała długo. Będzie on zabawiał ludzi, dostosuje się do środowiska, jego żarty często będą na poziomie. Zainteresowania takiego człowieka krążą wokół tego co modne, co jest na czasie. Tak jak teraz era millenialsów.

Kiedy taki młody człowiek się zakocha, znajdzie swoje miejsce w życiu, założy rodzinę, nadal może być przebojowy i być uwielbiany przez grono znajomych. Ale coś już się zmienia w sposobie bycia i w postrzeganiu świata takiej osoby. Niektórzy odcinają już swoją prywatność i zostawiają ją tylko dla siebie i rodziny. Wartości się zmieniają, wartość poświęcanego czaus dla innych również. Czy to jest już oznaka starości?

Naście lat temu też taka byłam. Lubiłam być w centrum uwagi, ale nie za wszelką cenę. Chciałam być podziwiana, pokazywałam swoje zdanie, mądrze starałam się o nie walczyć, nie wychylałam się kiedy wiedziałam, że przegram. Czasami potrafiłam być zadziorem, który zalazł komuś za skórę. Byłam harda, lubiłam rywalizację i wbijanie przysłowiowych szpilek. A żeby mocniej, a żeby pokazać kto rządzi, a żeby dogryźć komuś kogo nie lubiłam. Ale takie osoby musiały sobie na to zasłużyć, aby być w zasięgu mojego zadziornego zainteresowania. Nie było wiele takich osób, jednak kiedy już ktoś pojawił się na horyzoncie, to pokazywałam swoje pazurki. Nigdy do rękoczynów nie dochodziło, była to zazwyczaj gra słów i pokazania swojej wyższości i mądrości. Oczywiście musiałam mieć też swoją publikę. Przecież bez tego nie byłoby tak ciekawie. Nigdy nie byłam komikiem wśród znajomych, nie umiałam opowiadać kawałów. Więc łapałam w inny sposób zainteresowanie, jednak jak nie miałam nic do powiedzenia, to nie wychylałam się.

A teraz kiedy już trzydziestka prawie na karku, jestem na swoim, jestem w szczęśliwym związku, nie potrzebuję całej tej otoczki. Wycofałam się. Wycofałam się z zadziorności, teraz podchodzę z dystansem do siebie, bliskich i całej otaczającej mnie reszty. I jest mi z tym dobrze. Zwolniłam.

Dodaj komentarz